Nasze firmy nie narzekają na słabe zamówienia z RosjiPolskie firmy mięsne szturmem zdobyły Ukrainę. W pierwszym półroczu sprzedały na tym rynku mięso wieprzowe warte ponad 36 mln euro – wynika z danych resortu rolnictwa, do których dotarł „WSJ Polska”. Sukces jest tym większy, że jeszcze w ubiegłym roku eksport tego surowca na Ukrainę w ogóle nie istniał. Co więcej, po 6 miesiącach 2008 r. aż sześciokrotnie przebił on sprzedaż naszego mięsa do Rosji.
Informacje te okazały się zaskakujące nawet dla urzędników Ministerstwa Rolnictwa. Ze skali zjawiska zdali oni sobie sprawę dopiero wtedy, gdy sprawą zaczął interesować się „WSJ Polska”. Co ciekawe zasługi resort przypisał głównie sobie. – Starania Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi dały już wymierne rezultaty – przeczytaliśmy wczoraj wieczorem na stronie internetowej urzędu. Tymczasem szybki wzrost eksportu mięsa na Ukrainę to przede wszystkim zasługa firm. Stefan Kawalec, prezes firmy Sokołów-Eksport wchodzącej w skład Grupy Sokołów produkującej mięso i wędliny, uważa, że szybki wzrost eksportu na Ukrainę był możliwy, ponieważ jest ona bardzo chłonnym rynkiem. – Ponadto odbiorcy z Ukrainy oferują atrakcyjne ceny. Eksport jest opłacalny również dlatego, że Kijów obniżył cła na import mięsa – ocenia Kawalec. Z handlu z Ukrainą zadowolony jest również Zenon Puciaty, dyrektor handlowy Zakładów Mięsnych Łmeat-Łuków. – Wyeksportowaliśmy tam olbrzymie ilości – mówi.
Według producentów pomocna w ukraińskim biznesie okazała się też Bruksela, która do sierpnia dopłacała do eksportu mięsa. Tylko od maja wysokość dopłat wynosiła ponad 31 euro do 100 kg. Przedstawiciele firm zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt handlu mięsem. – Duża sprzedaż do Rosji jest już tylko historią. Głównie dlatego, że zaledwie kilka firm ma uprawnienia do eksportu na ten rynek – mówi Roman Miler, wiceprezes Polskiego Koncernu Mięsnego Duda. Polskie mięso cieszy się olbrzymią popularnością nie tylko na Ukrainie. Choć jest ona obecnie największym odbiorcą naszych firm, dużo mięsa wysyłamy też na Litwę, do Czech, Wielkiej Brytanii, Niemiec i na Białoruś. Kupuje je od nas nawet Japonia.
Na rosnącym eksporcie polskiego mięsa korzystają nie tylko firmy, ale także klienci sklepów. Przede wszystkim dlatego, że jest ono o ponad 9 proc. droższe niż średnio w UE i o ponad 30 proc. droższe niż na przykład w Danii. W rezultacie mamy gigantyczny import taniego mięsa z Zachodu. – To powoduje, że jego ceny w sklepach nie rosną tak szybko, jak mogłyby, gdybyśmy opierali się tylko na własnej produkcji (w pierwszym półroczu import mięsa miał wartość aż ponad 357 mln euro i był o 160 mln euro wyższy od naszego eksportu – red.) – ocenia Danuta Rycombel z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.
Źródło: bankier.pl Zadaj pytanie | Drukuj | Wyślij znajomemu | Ulubione | 4 września 2008 |